Każdy z nas popełnia mniejsze lub większe błędy finansowe. Niektóre są oczywiste, ale są i takie, które świetnie udają, że nie są błędami. Oto kilka z nich.

Nieplanowanie większych wydatków

Parę lat temu, zdarzyła mi się ciekawa sytuacja. Pewnego grudniowego popołudnia w przypływie spontaniczności zaproponowałem kolegom wyjazd na narty na weekend. Większość przyjęła pomysł z entuzjazmem z wyjątkiem jednego kolegi, który najpierw zmilczał temat, a potem zaczął się wykręcać. Przepytany dlaczego chce olać kumpli, przyznał, że nie ma pieniędzy na wyjazd. Ma ostatnią stówę w portfelu i odlicza dni do wypłaty. Moje zdziwienie byłoby zapewne mniejsze, gdyby nie fakt, że kolega zarabiał dwie średnie krajowe.

Dobrze odczytawszy moje nieme pytanie o to, jak to się mogło stać, kolega wyznał otwarcie: „No wiesz, wiele nieprzewidzianych wydatków nałożyło mi się w tym miesiącu. Musiałem zapłacić za odnowienie polisy OC/AC i przegląd samochodu, z żoną mamy okrągłą rocznicę i jeszcze trzeba wszystkim prezenty kupić pod choinkę”.

Jego odpowiedź bardzo mnie zastanowiła. Chociaż nie jestem ekspertem w sprawach obrzędów religijnych, to jednak dałbym sobie głowę uciąć, że święta Bożego Narodzenia co roku wypadają w grudniu. Byłoby dla mnie również nie lada zaskoczeniem, gdyby okazało się, że rocznica ślubu wypada co roku w innym miesiącu. Nie wiem też jaką umowę ubezpieczenia zawarł mój znajomy, z tego co wiem, ubezpieczenie jest zawierane na rok, więc odnawiane jest również zawsze w tym samym miesiącu co roku.

Wydatki, które sprawiły, że kumpel ostatecznie nie pojechał z nami na narty w ogóle nie kwalifikują się do kategorii nieprzewidzianych. To są wydatki, które możemy i powinniśmy przewidywać, planować odpowiednio wcześnie odłożyć niezbędne środki. Trzeba planować to, co da się zaplanować, żeby było miejsce na to, czego czasem zaplanować się nie da. Jak na przykład spontaniczny, weekendowy wypad na narty.

Brak funduszu awaryjnego

55% Polaków nie posiada w ogóle żadnych oszczędności, a kolejne 23% posiada je tylko w wysokości nie przekraczającej trzymiesięcznych dochodów. Według badań na amerykańskich gospodarstwach domowych prawdopodobieństwo wystąpienia w ciągu roku nagłego zdarzenia wymagającego natychmiastowego wydatku w wysokości co najmniej 3 miesięcznych dochodów wynosi około 13%. Nie znalazłem podobnych badań w Polsce, więc dla uproszczenia przyjmijmy że u nas jest podobnie. 13% w roku nie wydaje się dużą liczbą, ale podobnie jak większość liczb w finansach, również i ta diametralnie się zmienia, kiedy przeanalizować ją na przestrzeni dłuższego czasu.

13% rocznie oznacza, że w przeciągu 5 lat prawdopodobieństwo to wynosi już 50%, a na przestrzeni 10 lat aż 75%. Natomiast w skali 30 lat, czyli tylu, na ile najczęściej brane są kredyty hipoteczne, wystąpienie takiego nagłego wypadku jest niemal pewne, bo prawdopodobieństwo wynosi już 98%.

Co te dane powinny dla nas oznaczać?

Po pierwsze trzeba przyjąć do wiadomości, że prędzej czy później takie nagłe zdarzenie będzie miało miejsce: choroba lub wypadek, wymagające kosztownego leczenia, stłuczka lub wypadek samochodowy, pożar lub włamanie do domu, którego ubezpieczenie nie pokryje w całości, czy utrata pracy i tym samym zarobków, a nawet wzrost raty kredytu spowodowany zmianą stóp procentowych albo kursu walutowego.

Jeżeli nie będziesz mieć funduszu awaryjnego, będziesz zmuszony wziąć kredyt gotówkowy (który skutecznie pogłębi problem), drastycznie ciąć swoje wydatki, albo sprzedać część z rzeczy które posiadasz, jak samochód lub mieszkanie. A być może wszystkie te rzeczy na raz i wówczas z tego jednego wydarzenia może się zrobić niezły dramat.

Fundusz awaryjny jest tym, co zamienia dramat w umiarkowaną niedogodność.

Fundusz awaryjny nie ma zarabiać. To nie jest inwestycja – to ubezpieczenie. Fundusz awaryjny ma sprawić, że śpisz spokojnie. Jest dużo badań na temat optymalnej wielkości funduszu awaryjnego i można napisać na ten  temat całą serię artykułów, ale nie wchodząc w szczegóły namawiam do tego, żeby jak najszybciej zbudować fundusz awaryjny w wysokości miesięcznych dochodów, nawet kosztem bolesnego cięcia wydatków, albo sprzedaży niepotrzebnych rzeczy. Mając taki jednomiesięczny fundusz można już na spokojnie, regularnie odkładając „dobudować” do tego na przestrzeni dłuższego czasu kolejne dwumiesięczne dochody. Taki fundusz to nasza tarcza przed wypadkami losowymi i koniecznością zadłużania się na wysoki procent.

Zbyt późne odkładanie na emeryturę

Jeżeli masz 35 lat, to za Tobą już mniej więcej jedna czwarta życia zawodowego. W wieku 45 lat jest to już połowa. Niestety jeśli chodzi o odkładanie na emeryturę to była to ta lepsza połowa. Dlaczego lepsza? Najłatwiej wytłumaczyć to na przykładzie Tomka i Basi.

Tomek od 25 roku życia odkłada 100 zł miesięcznie na emeryturę. Jego inwestycja osiąga średnio 4% zysku w skali roku. W wieku 65 lat Tomek uzbiera około 120,000 zł, co powiększy jego emeryturę o jakieś 540 zł miesięcznie. Nie najgorzej, biorąc pod uwagę fakt, że 100 zł to nie majątek. Basia natomiast nie oszczędzała na emeryturę. W wieku 45 lat, przeczytawszy list z ZUS-u z wyliczeniem przyszłej emerytury wpadła w panikę i postanowiła szybko nadrobić stracony czas. Postanowiła odkładać co miesiąc dwa razy więcej niż Tomek.

Kiedy Basia dogoni Tomka?

Odpowiedź brzmi: nigdy. Nawet gdyby oboje żyli jeszcze sto lat, to Basia odkładając co miesiąc dwa razy więcej nigdy nie odłoży tyle, ile Tomek, który zaczął odkładać 20 lat wcześniej. Pomimo tego, że Basia wyłożyła z kieszeni tyle samo pieniędzy, co Tomek, to jej oszczędności pozwolą zwiększyć jej emeryturę tylko o 340 zł. Jak to możliwe? Tak właśnie działa procent składany, którego prawdziwą moc można poznać wtedy, gdy działa on w bardzo długim terminie. Oszczędzanie na emeryturę z założenia jest oszczędzaniem na długi termin. Właśnie dlatego w tym przypadku szczególnie warto zadbać o to, żeby procent składany działał na naszą korzyść.

Jaki jest więc najlepszy czas na odkładanie na emeryturę? Ten czas był wczoraj, więc już jesteś spóźniony. Jeszcze dziś poczytaj w internecie o IKE i IKZE i jeszcze w tym miesiącu wpłać pierwsze pieniądze. Jak już będziesz miał 65 lat i wynajdą do tego momentu podróże w czasie, to będziesz mógł wrócić do siebie samego w wieku 35 lat i serdecznie sobie podziękować.

Zbyt wczesne kupno mieszkania

Kiedy tylko poczujesz pierwsze oznaki stabilności finansowej, od razu zaczynasz myśleć o kredycie i kupnie mieszkania. Czasem zaraz po znalezieniu pierwszej stałej pracy. Skądinąd słusznie, ponieważ, jak większość ludzi intuicyjnie przeczuwa – na dłuższą metę kupno własnego mieszkania jest w znakomitej większości przypadków tańsze, niż ciągłe wynajmowanie.

Ponieważ jednak twoje dochody nie są jeszcze wysokie, to nie stać Cię na takie mieszkanie, jakie byś chciał, więc kupujesz mniejsze i nie do końca wymarzone. Wszystko jest w porządku, do momentu, w którym po jakimś czasie zaczynasz zarabiać więcej, a rodzina się powiększa i mieszkanie, które do tej pory było dobre, nagle robi się nieznośnie ciasne.

Nic tak nie drenuje oszczędności, jak kupno i urządzanie mieszkania. To, na co nie stać Cię o wiele bardziej niż na zakup dużego mieszkania, to kupowanie mieszkania dwa razy. Wprawdzie możesz zawsze sprzedać stare mieszkanie, ale większości pieniędzy, które włożyłeś w wykończenie i urządzenie mieszkania już nigdy nie odzyskasz.

Tymczasem odpowiednie „wyczekanie” właściwego momentu na kupno mieszkania może oszczędzić ci wiele tysięcy złotych. Jeżeli masz dobre perspektywy finansowe, to czas działa na Twoją korzyść, bo  każda, nawet mała podwyżka wynagrodzenia, powoduje bardzo istotne zmiany w tym, na jakie mieszkanie możesz sobie pozwolić.

Na jakie mieszkanie mnie stać?

Załóżmy, że zarabiasz 4,000 zł na rękę, z czego udaje Ci się regularnie odkładać 1,000 zł i tyle właśnie mógłbyś przeznaczyć miesięcznie na ratę kredytu. Taka rata pozwoli Ci wziąć kredyt na około 220 tys. zł, za co będziesz mógł kupić powiedzmy 40 metrowe mieszkanie.

Dostajesz podwyżkę 10%, więc zarabiasz teraz 4,400 zł i postanawiasz całość podwyżki przeznaczyć na ratę kredytu. Twoja rata może teraz wynieść aż 1,400 zł, czyli jest aż o 40% wyższa niż wcześniej. 10% podwyżka zarobków zwiększyła twoją zdolność kredytową aż o 40%. Teraz zamiast mieszkania 40 metrowego możesz sobie teraz pozwolić na mieszkanie 56 metrowe!

Wniosek: Jeżeli masz dobre perspektywy finansowe, pracujesz w rozwijającej się firmie lub branży albo twój biznes dobrze się rozwija – lepiej poczekać z kupnem mieszkania, odłożyć trochę pieniędzy, aż będzie Cię stać na takie mieszkanie, które ma duże szanse być docelowym. W międzyczasie być może zmienisz pracę, a być może miejsce zamieszkania. Nie zbiedniejesz od tych kilku dodatkowych lat wynajmowania mieszkania, a oszczędzisz sobie dużo czasu i pieniędzy na kupowaniu i urządzaniu dwóch mieszkań.

Próby zarabiania na karcie kredytowej

Wśród posiadaczy i wielbicieli kart kredytowych bardzo rozpowszechniony jest pewien argument za posiadaniem karty. „Dzięki karcie kredytowej mogę odroczyć płatność za zakupy, a moje pieniądze pracują w tym czasie na moim koncie oszczędnościowym”. Wprawdzie nie znam osoby która dorobiła się majątku na wydawaniu pieniędzy kartą kredytową, argument ten jest technicznie rzecz biorąc prawdziwy. Ale ponieważ to są „Finanse osobiste w praktyce”, z naciskiem na „w praktyce”, to przyjrzymy się temu z praktycznego punktu widzenia.

Prosty przykład

Załóżmy, że karta kredytowa jest oprocentowana 10% w skali roku. Twoje konto oszczędnościowe jest oprocentowane 0.5%. Jeżeli co miesiąc wydajesz, płacąc kartą 3.000 zł, to na odroczeniu płatności zarabiasz 1,31 zł miesięcznie. Tyle zarobią twoje niewydane pieniądze, leżąc dłużej na koncie oszczędnościowym (zakładając, że karta jest darmowa). Jeżeli natomiast spóźnisz się choćby jeden dzień ze spłatą, albo zdarzy Ci się miesiąc w którym nie będziesz mógł spłacić 100% zadłużenia na karcie, to odsetki od 3.000 zł wyniosą 31,11 zł.

Prosty rachunek wskazuje, że jedna wpadka ze spłatą zadłużenia karty rujnuje 2 lata misternego oszczędzania w ten sposób. Jeżeli dodatkowo płacisz za kartę, np. 30 zł raz na dwa lata, to rachunek wygląda jeszcze mizerniej. Ale nawet jeżeli nie płacisz za kartę i uda ci się przez 40 lat oszczędzać w ten sposób bez ani jednej wpadki, to gratuluję – właśnie zarobiłeś… 630 zł. Za 40 lat będzie jak znalazł na waciki.

Werdykt: nie oszukuj się. Nie zarabiasz żadnych pieniędzy na karcie kredytowej. Jest to wyłącznie wymówka do tego, żeby trzymać w portfelu ten zbędny plastik, który daje złudzenie, że stać nas na więcej niż to, na co tak naprawdę nas stać. Jak chcesz zarobić konkretne pieniądze, to już lepiej zacznij robić zakupy według listy.


SPRAWDŹ NASZE WARSZTATY »

 

Jeżeli ten artykuł Ci się podoba, to udostępnij go i polub moją stronę na facebooku. Dzięki temu jest szansa, że inni, którym również może się spodobać się o nim dowiedzą.


Kategorie: top

Dodaj komentarz